Al Masih, Mesjasz, Netflix

Netflix na dziś: Mesjasz

Witajcie, przyszedł czas na kolejną recenzję serialu dostępnego na platformie Netflix. Produkcja ta dotyka kwestii powtórnego przyjścia Zbawiciela (?) oraz reakcji współczesnego świata na to wydarzenie. Dotychczas była to tematyka traktowana raczej po macoszemu, a może nawet ignorowana w świecie filmowym. Przed twórcami stało zatem nie lada wyzwanie- jak powinien być przedstawiony Mesjasz w naszym, zdominowanym przez social media świecie? Jak zbudować opowieść, która ma bazować na hipotetycznych zdarzeniach, opartych głównie na ludzkiej wierze? Okazuje się, że scenarzystom z gracją udało się tego dokonać.

Nowy Mesjasz, a może zwykły cwaniaczek?

Na Bliskim Wschodzie pojawia się mężczyzna, którego tłum uznaje za swego przewodnika i nauczyciela. Za sprawą mediów społecznościowych wieść szybko się roznosi i obejmuje kolejne obszary świata. Izraelskie i amerykańskie służby zaczynają interesować się tajemniczym chłopakiem.

Czy mamy do czynienia z powtórnym przyjściem Chrystusa? Co jeżeli ów „Mesjasz” to tak naprawdę fałszywy prorok? A może jest to próba wzniecenia społecznego niepokoju i cała sytuacja jest jedynie z wyrafinowaną manipulacją pewnych organizacji?

Niepokoje na Bliskim Wschodzie- kobiety przyglądają się krwawym manewrom żołnierzy. W tle kad z serialu Mesjasz

Zmarnowany potencjał?

Zastanawiam się, czy zaplanowano kolejne sezony tego serialu. Przez pewien czas miałam bowiem wrażenie, że twórcy nie do końca wiedzieli jak poprowadzić niektórych bohaterów i w jaki sposób rozwinąć ich wątki. Jeśli nie ma w planach kontynuacji, to pozostawili widzów z odczuciem sporego (ale może zamierzonego?) niedosytu. Kolejnym minusem jest niezbyt przekonująca postać głównego bohatera, któremu (w moim odczuciu) nieco brakuje charyzmy.

Pewne kwestie w serialu były dla mnie nużące- nie przepadam za zbyt daleko posuniętym suspensem.

Czy Netflix będzie nas utrzymywał w stanie permanentnej niepewności w ewentualnych kolejnych sezonach? To może być krok ryzykowny: albo zaprowadzi serial na wyżyny albo spotka sie z dużym rozczarowaniem. Wszak widzowie mogą zmęczyć się kolejnymi niedopowiedzeniami… choć właściwie w tym tkwi oryginalność tego serialu.

Co jest mocne?

Spodobało mi się zachowanie w tej produkcji jezyków narodowych- buduje to jej specyficzny klimat. Ciekawe postacie to również plus tego serialu: jesteśmy ich ciekawi, a twórcy skutecznie budują wokół nich atmosferę tajemnicy. Oczywiście przesada w tej kwestii bywa zgubna (o czym wspominałam powyżej), jednak w większości bohaterowie są dość przekonujący. Jest też kilka scen, które są naprawdę znakomite i wzbudzają dreszcz emocji.

W serialu urzekło mnie umiejętne granie na emocjach odbiorcy. Kiedy już jesteśmy czegoś pewni, to chwilę później nasze wrażenia zostają podważone. „Mesjasz” wypowiada się w sposób, który nie daje jasnych odpowiedzi, pozostawiając szerokie pole do interpretacji. Jego działania też mogą być odbierane w sposób wieloraki i być zależne od nastawienia. Jest to moim zdaniem najważniejszy plus tego serialu, ale uwaga: może to być uznane przez niektórych za jego największą wadę.

Mesjasz ponownie przybywa do Ziemi Świętej? Widaok na Jerozolimę o wschodzie słońca

Jeśli ten tajemniczy mężczyzna zdołał nas przekonać do swoich racji, to instynktownie szukamy dowodów na jego prawdomówność i bez problemu je znajdujemy. Jeśli od początku mu nie ufamy i podajemy w wątpliwość jego umiejętności i boskie pochodzenie, to… również dopatrzymy się dowodów na potwierdzenie tej tezy. Toż to znakomicie budowana niejednoznaczność! Zwłaszcza, że do końca nie otrzymujemy jasnej odpowiedzi na nasze pytania i wątpliwości.

Iluzjonista i oszust czy prawdziwy, wyczekiwany Mesjasz? A moze jedynie pionek w grze światowych służb? Przekonajcie się sami i wyciągnijcie wnioski, bo jest to pozycja warta obejrzenia.

A tymczasem dzięki za odwiedziny i zapraszam do poczytania innych netflixowych recenzji!

2 comments

  1. Ania

    Jakiś czas temu wciągnęłam przysłowiowym nosem „Młodego Papieża” i „Nowego Papieża”. W tym samym czasie wskakiwały mi na platformie właśnie zajawki „Mesjasza”. Obiecałam sobie, że po skończeniu „papieskiej przygody” zacznę „Mesjasza”, ale jakoś rozeszło się po kościach. Zapowiadało się super, ale widzę po Twojej recenzji, że może nie być tak różowo. Mimo wszystko ciekawość została, więc sprawa w moim przypadku nie jest jeszcze przesądzona 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

No Stress