Myka Stauffer i potrzeba kontroli. Czy można oddać dziecko jak wadliwy produkt?

Ta sprawa jest wprawdzie dość świeża, ale już budzi ogromne emocje na amerykańskich i brytyjskich kanałach YouTube. Dotyczy pewnej rodziny, a głównie popularnej, parentingowo- lifestylowej influencerki (puryści językowi łapią się teraz za głowy, więc proszę Was o wybaczenie. Cóż, trzeba iść z duchem czasu:)). Myka Stauffer zdobyła niechlubną sławę, pozbywając się ze swej rodziny adoptowanego syna.

James i Myka postanowili oddać dziecko, które prawie 3 lata wcześniej przyjęli pod swój dach. Dlaczego była to więc (mówiąc eufemistycznie) nieudana adopcja i jaki był powód zostawienia chłopca?

Myka Stauffer i jej rodzina

Chcę zaznaczyć, że nie jestem z natury osobą osądzającą i krytykującą. Uważam, że każdy ma prawo podejmować takie decyzje z jakimi czuję się najlepiej, ale uwaga: tylko jeśli nie rani innych. Mam jednak podstawy twierdzić, że ktoś został w tej sytuacji mocno skrzywdzony i dlatego postanowiłam również zabrać głos.

Myka Stauffer i jej idealna rodzina

Kobieta prowadzi kanał na YouTube o tematyce rodzicielskiej. Co tu kryć? Jest on wizualnie piękny, estetyczny a jej życie influencerki wydaje się być pasmem sukcesów.

Myka spełniała się także w roli matki trojga kilkuletnich dzieci i wraz z mężem postanowiła dać szansę na lepsze życie osieroconemu chłopcu z Chin.

Myka Stauffer i Huxley

Wszystkie etapy tego procesu były przez vlogerkę regularnie relacjonowane. Na początku tej drogi opowiadała jak wybierała chłopca przede wszystkim na podstawie zdjęcia. Niektórzy komentatorzy nazywają to wprost: wzięła dziecko, które wyglądałaby dobrze w social-mediach. Nie mnie to jednak oceniać.

Chłopiec znajduje dom

Trzeba przyznać, że jej kanał zyskał ogromną popularność dzięki adopcji. Ludzie wyrażali swój podziw i okazywali wsparcie (także finansowe- wpłacali pieniądze na potrzeby chorego chłopca i cały, kosztowny proces adopcji).

We wczesnych filmach z tego okresu Myka wspomina, że dziecko ma trudności rozwojowe. Mówi także, że opiekunowie dali im do zrozumienia, że niektóre wady mogą ujawnić się w późniejszym etapie. Te informacje nie wpłynęły jednak na decyzję pary.

Huxley stał się bohaterem filmów na YT, towarzysząc swojemu, nowemu rodzeństwu w różnych aktywnosciach. Wydawało się, że dobrze zaadaptował się w nowym środowisku.

Myka Stauffer i jej rodzina

W tym czasie Myka urodziła czwarte dziecko. Było to niejako dopełnienie ich idealnej rodziny. Aż pewnego dnia… Małżeństwo pokazało się z nieco innej strony.

James i Myka Stauffer w emocjonalnym filmie

Para nagrala film, w którym powiedziała, że Huxley od jakiegoś czasu nie jest już członkiem ich rodziny. Przebywa pod opieką nowej matki, która lepiej sprosta problemom i jego potrzebom, ponieważ ma wykształcenie medyczne. Co ciekawe, Myka również jest z zawodu pielęgniarką…

Film jest przepełniony emocjami, oboje wprost zalewają się się w nim łzami. Tłumaczą, że Huxley sprawiał więcej problemów niż pokazywali w swoich filmach. Mówią wręcz, że ich widzowie poznali zaledwie 5 procent jego ciemnej strony.

Nieudana adopcja, para nagrywa film

Tłumaczą, że ich decyzja została podjęta pod wpływem bardzo poważnych problemów, jakich przysparzał im chłopiec. Nie mogą jednak podać szczegółów, ze względu na konieczność zachowania jego prywatności. Zupełnie jakby przez ostatnich kilka miesięcy nie zarabiali na pokazywali niemal każdego wydarzenia z jego życia.

Swoją drogą, cóż tak okropnego mógł zrobić 4 -letni chłopiec, że podanie tego do publicznej informacji zrujnowałoby mu życie?

Z pewnością bywały chwile ciężkie i naprawdę doskonale to rozumiem. Wiem, też że vlogerzy pokazują jedynie lukrowany fragment swojej codzienności. Ale robienie z czterolatka potwora jest po prostu nie fair.

Komentarze vlogerow

Sprawa budzi duże emocje wśród internetowych twórców.

Niektórzy komentatorzy dotarli do informacji, że Huxley został po prostu przekazany do ośrodka, w którym czeka na rodzinę zastępczą, a zatem małżeństwo kłamie o jego nowej rodzinie.

Jeżeli natomiast chłopiec został oddany innym opiekunom bez porozumienia z władzami, to James i Myka Stauffer złamali prawo. Zwraca na to uwagę pewien twórca, który bardzo ostro wypowiada się o całej sprawie. Jako ojciec adopcyjny dostrzega krzywdę jaką wyrządzono chłopcu i jest bardzo krytyczny wobec jego „rodziców”.

Vlogerzy i sprawa nieudanej adopcji

Myka wystosowała roszczenie dotyczące filmu innej youtuberki. Dotyczyło ono praw autorskich, a influencerka zażądała przekazania jej całości dochodu, jaki film przyniesie. Wyobraźcie sobie? Chce zarobić na komentarzach o własnym narcyzmie.

Autorka zauważa też, że Myka ma w sobie ogromną potrzebę kontroli. Dotąd była przekonana, że Huxley dzięki jej staraniom zacznie komunikować się ze światem werbalnie, a nie tylko za pomocą gestów. W pewnym momencie zrozumiała, że pewne rzeczy są poza jej kompetencjami i możliwościami. Chłopiec nie pokona ograniczeń związanych z własną chorobą. Kobieta poczuła że nie może pozwolić sobie na taką utratę kontroli, bo to mogłoby zrujnować jej doskonale przemyślane życie.

Z kolei inna vlogerka, mająca doświadczenie w zastępczym rodzicielstwie zauważyła, że rodzina eksponuje na kanale swoją zamożność, więc zostawienie dziecka nie jest podyktowane trudnościami finansowymi. Ponadto, twierdzi ona, że decydując się na adopcje, przyjmujemy dziecko takim, jakie ono jest. Zupełnie jak w przypadku dziecka biologicznego.

Myka Stauffer i jej mąż skazali dziecko na kolejną wielką zmianę w jego życiu. Będzie to niosło cierpienie i niepewność dziecka oraz może się przerodzić w problemy natury psychologicznej.

Refleksja

Jak już wspominałam, nie jestem osobą lubującą się w ocenianiu cudzych wyborów. Trudno jednak nie zauważyć, że Myka i jej mąż potraktowali tego chłopca jak zużytą zabawkę. Serio… nawet zwierzęcia nie traktuje się w ten sposób. Dostrzegając ogrom problemów, jakie przed nimi stanęły postanowili pozbyć się trudności w najprostszy możliwy sposób.

Oczywiście podziwiam ludzi którzy decydują się na taki odważny krok jak adopcja dziecka. Zwłaszcza, jeśli jest to mały człowiek z problemami behawioralnymi lub z ciężką chorobą. Podjęcie się takiego zobowiązania to ogromna odpowiedzialność i właściwie decyzja na całe życie.

Wyobrażam sobie tez, jak trudna musi być dla matki niemożność nawiązania pełnego kontaktu z maluchem. Ale gdyby to dziecko biologiczne nie sprostało oczekiwaniom lub zachorowało, to dobrzy rodzice raczej nie myśleliby o jego porzuceniu.

Rodzina Stauffer

Jestem pewna, że ta sytuacja może odbić się negatywnie na zdrowiu psychicznym Huxleya. Cierpienie, uczucie niepewności, zagrożenia i niemożność zbudowania trwałych więzi prawdopodobnie będzie mu towarzyszyło już zawsze.

Na tym etapie tworzone są podwaliny dla rozwoju dziecka, ich zachwianie może przyczynić się do wielu problemów emocjonalnych. U porzuconych dzieci (a decyzję tych „rodziców” nazwałbym właśnie porzuceniem) występują np.

  • niskie poczucie własnej wartości,
  • lęk,
  • brak zaufania do ludzi,
  • unikanie relacji,
  • poczucie winy
  • stany depresyjne.

Chcę wierzyć, że ta rodzina naprawdę chciała stworzyć dziecku prawdziwy dom. Huxley nie potrafił jednak okazywać miłości w sposób, jakiego oczekiwali. Jego zachowanie było poza ich kontrolą. Sytuacja w pewien sposób ich przerosła i wybrali fatalne rozwiązanie swojego „problemu”. Mam poczucie, że krytyka, która na nich spadła jest w pełni uzasadniona.

Myka Stauffer usunęła ślady obecności adoptowanego syna ze swoich mediów społecznościowych. Zablokowała też możliwość komentowania swoich zdjęć.

Inne wpisy z tej tematyki znajdziecie w zakładce Psychologia.

Dzięki, że jesteście i zachęcam do dzielenia się Waszym zdaniem na temat tej sytuacji.

2 comments

  1. Elle

    „ Jestem pewna, że ta sytuacja może odbić się negatywnie na zdrowiu psychicznym Huxleya. Cierpienie, uczucie niepewności, zagrożenia i niemożność zbudowania trwałych więzi prawdopodobnie będzie mu towarzyszyło już zawsze” <- Ta sytuacja tylko spotęguje problemy, które Huxley JUŻ MIAŁ, kiedy go adoptowano. Niestety. Bardzo wiele osób, procedur i instytucji zawiodło tego chłopca, a Myka to tylko ostatnie (jak na razie) ogniwo.

  2. Kat

    Oczywiście, zgadzam się z tym. Trzeba jednak przyznać, że więź którą chłopiec nawiązał z nową rodziną musiała bardzo silna. Dlatego uważam, że właśnie ta sytuacja będzie miała wyjątkowo istotny wpływ na jego dalsze funkcjonowanie. Dzięki za komentarz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

No Stress