Polowanie na czarownice czyli jak skutecznie pozbyć się kobiety.

Trzeba przyznać że jest to niechlubna karta w światowej historii. Wbrew pozorom, polowanie na czarownice nie było jedynie domeną kościoła katolickiego. Owszem, często inspirowane było pobudkami religijnymi, ale wina nie leżała wyłącznie po tej stronie.

Duży udział w procesach o praktykowanie czarnej magii miały bowiem także sądy świeckie. Ich przedstawiciele wykazywali się zresztą szczególnym okrucieństwem w trakcie przesłuchań i egzekucji.

Okrutne tortury w polowaniach na wiedźmy i ich procesach

Silna rola władz laickich w tej kwestii wynikała z faktu, iż rzekome czarownice miały niszczyć społeczny porządek i być potencjalnymi zabójcami ludzi i zwierząt. Te przewinienia (lub podejrzenia o ich popełnienie) mogły być już ścigane przez sądy poza instytucją Kościoła (tutaj źródło). Nie umniejsza to rzecz jasna udziału w tej haniebnej procedurze religijnych fanatyków.

Podręcznik do rozpoznawania wiedźmy

Autorem znanej księgi, na którą powoływano się w owych procesach był zresztą dominikanin – Heinrich Kramer. W jej powstawaniu pomagał mu inny zakonnik.

Ich Młot na czarownice stał się ideologicznym przewodnikiem i pretekstem dla pozbywania się niewygodnych kobiet. Wg tego mizoginistycznego podręcznika to właśnie słabe i łatwowierne kobiety szybko ulegają podszeptom Złego. Predyspozycje do czarnej magii miały być naszą wrodzoną umiejętnością.

Literackie „dzieło” tego fanatycznego mnicha, wprost kipi nienawiścią do rodzaju żeńskiego. Kobiety nazywane są w niej nienasyconymi lubieżnym istotami, nad którymi Szatan ma pełnię władzy.

Heinrich Kramer piszący Młot na czarownice

Obsesja tego inkwizytora na punkcie seksu była wręcz chorobliwa. Potrafił szczegółowo opisywać intymne akty pomiędzy rzekomymi czarownicami, a demonami, a oskarżone przepytywał przede wszystkim z ich życia erotycznego.

Oczywiście mężczyźni również byli oskarżani o praktykowanie czarów, nekromancję czy alchemię. Zdecydowaną większość obwinianych stanowiły jednak niewiasty.

Polowanie na czarownice czyli masowa histeria

W kulminacyjnym momencie polowanie na czarownice przybrało naprawdę niebezpieczny wymiar. Mogło być zainspirowane zwykłą plotką albo wypadkiem, którego świadkiem była nieszczęsna kobieta. Rzeczywiście, trudno było przygotować się na niesympatyczne spotkanie ze smutnymi panami inkwizytorami.

Nikt się nie spodziewa hiszpańskiej inkwizycji mem

Ale dosyć śmieszkowania, bo ten temat jest jednak poważny.

Zdarzało się, że we wsi doszło np. do czyjejś niespodziewanej śmierci, dziwnego wypadku czy choroby. Coraz częściej upatrywano przyczyn takich zabiegów okoliczności w czarnej magii. Fałszywie oskarżano kobiety o trucie bydła, zabijanie dzieci a nawet powodowanie… męskiej impotencji.

Jeśli zauważono u kogoś nietypowe zachowanie lub „nieprzystające” do ówczesnego świata zainteresowania, pojawiał się pretekst do złożenia donosu. Najchętniej przyglądano się wiejskim znachorkom, zielarkom i akuszerkom, ale także zwykłym, samotnym kobietom. Cóż to nie były dobre czasy dla singli…

Na polowanie na czarownice narażone były głównie młode dziewczęta.

Bardziej wybujała fantazja oskarżycieli prowadziła do takich zarzutów jak przebywanie podejrzanej kobiety w kilku miejscach jednocześnie, przeistaczanie się w kota, zbyt ciche chodzenie, a nawet latanie.

Autorzy Młota na czarownice twierdzili, że rzadko jednak można zobaczyć czarownice w locie. Dlaczego? Ponieważ ich przyjaciel Diabeł czyni je wówczas niewidzialnymi… Logiczne!

Oni tak na serio.

Inne, kuriozalne zarzuty dotyczyły np. zbyt częstego, „ostentacyjnego” przebywania w świątyni. Z drugiej strony zbyt rzadkie jej odwiedzanie również było doskonałym pretekstem do oskarżeń o czary.

Tortry i ekzekucje domniemanych czarownic

Jeżeli któraś z kobiet podejrzewana była o konszachty z Diabłem, to jej wina czasem była przenoszona również na osoby z rodziny (zwłaszcza na matkę i córkę).

U podstaw tych irracjonalnych zarzutów często stały zwykłe ludzkie nieporozumienia, zazdrość, a czasem potrzeba pozbycia się „kłopotliwej” niewiasty. A zatem niechęć sąsiada była wystarczającym powodem dla postawienia osoby przed sądem.

Przyznaj się lub zrobimy to za ciebie

Oskarżonym golono włosy i rozbierano do naga. Szukano „znaków Diabła” a za takie można już było uznać każde większe znamię na ciele.

Polowanie na czarownice i szukanie znamion na ciele młodej dziewczyny

Procesy czarownic były nieludzkie. Wszelka próba obrony była interpretowana jako podszepty Złego. Przyznanie się do winy bynajmniej nie chroniło przed okrutną śmiercią. Wszak nie można było wiedźmy znów wypuścić między ludzi!

Wymuszone torturami wyznanie grzechów przynosiło oprawcom satysfakcję i potwierdzenie słuszności własnych praktyk. W przekonaniu inkwizytorow złapanie czarownicy, która zresztą przyznała się do obcowania z Diabłem było działaniem dla dobra ludzkości.

Wydawać się może, że najczęstszą formą egzekucji było palenie na stosie. Okazuje się jednak, że najwięcej oskarżonych zostało powieszonych, ściętych lub utopionych.

Procesy o praktykowanie magii miały miejsce od połowy XIV do końca XVII wieku. Na przestrzeni tych kilkuset lat stały powszechne i doprowadziły do wielu oskarżeń, zatrzymań i egzekucji.

Liczba osób zgładzonych za „konszachty z Diabłem” nie jest pewna. Wg współczesnych historyków było ich od 50 do 200 tysięcy.

Mroczna postać w czerwonym płaszczu- inkwizytor czy wiedźma?

Kto rzeczywiście służył siłom zła: „czarownice” czy ich oprawcy? To pytanie na szczęście nie budzi już wątpliwości i można je pozostawić bez odpowiedzi.

Źródła dzisiejszego wpisu: 1, 2, 3

Inne posty z zakresu historii znajdziecie w tej zakładce.

6 comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

No Stress