Koszmar szpitala psychiatrycznego. Co odkryła Nellie Bly?

Ta historia jest w zasadzie gotowym scenariuszem filmowym. Okazuje się, że XIX-wieczni Amerykanie mogli mieć sobie wiele do zarzucenia w kontekście traktowania osób z zaburzeniami psychicznymi. Przeczytajcie, co w jednym ze szpitali dla umysłowo chorych zastała odważna dziennikarka Nellie Bly oraz jakie były konsekwencje jej nietypowego śledztwa.

„Do czego służą dziewczyny?”

Elizabeth Jane Cochran (Nellie Bly to jej późniejszy, redakcyjny pseudonim) urodziła się w roku 1864.

Czasy w których przyszło jej żyć nie sprzyjały zawodowym ambicjom kobiet. Perfekcyjna żona i matka- taki wzorzec przedstawiono młodym dziewczynom. Kiedy zmarł ojciec Nellie, jego żona musiała stoczyć ciężką walkę o zapewnienie sobie i swoim dzieciom godziwej egzystencji.

Ambitna i inteligentna Nellie zrozumiała że kobieta powinna liczyć przede wszystkim na siebie. Kiedy jeden z lokalnych dzienników opublikował mizoginistyczny tekst („What girls are good for?”), Elizabeth napisała celną odpowiedź o niemal feministycznym charakterze. Tak bardzo spodobała się ona naczelnemu gazety, że nie tylko postanowił ją opublikować, ale też zaproponował dziewczynie pracę.

Młoda Nellie Bly

Szybko okazało się, że tematyka proponowana przez redaktorów nie do końca odpowiadała młodej dziennikarce. Nie satysfakcjonowało jej pisanie o modzie, urodzie czy gotowaniu. Nellie chciała poruszać kwestie społeczne i działać, a nie radzić kobietom jak dbać o dom i ogród.

Nellie Bly i wielka szansa

Elizabeth zmieniła więc pracę. Miała nadzieję na możliwość wykazania się innymi, dziennikarskimi umiejętnościami. Kiedy zaproponowano jej przyjrzenie się działalności jednego z „domów dla obłąkanych” miała wprawdzie pewne wątpliwości, ale podjęła się wyzwania.

Dziewczyna miała świadomość, że nikt nie ujawni prawdziwych warunków panujących w zakładzie przed przedstawicielem prasy. Wraz z redaktorem naczelnym Josephem Pulitzerem uzgodnili, że Nellie uda się do placówki incognito.

Rysunek domu obłąkanych na wyspie Blackwell

Koszmar domu obłąkanych

23-latka musiała zacząć udawać osobę z problemami psychicznymi. W domowym zaciszu, przed lustrem zaczęła ćwiczyć takie zachowanie i mimikę twarzy.

Przez pewien czas błąkała się po mieście, a zrobiwszy małą teatralną „zadymę” w jednym z przytułków, została skierowana do zakładu dla obłąkanych na wyspie Blackwell.

Plotki głosiły, że do owej placówki trafiały także osoby z jakiegoś powodu niewygodne dla władz. Elizabeth zaczęła więc później zachowywać się zupełnie normalnie, skarżąc się jedynie na utratę pamięci. Chciała sprawdzić kiedy ktoś na serio zainteresuje się jej rzeczywistym stanem psychicznym.

Elizabeth Cochran

Niestety, nikt nie wyraził chęci ani nie znalazł czasu aby go profesjonalnie ocenić. Zadano jej kilka pytań, z góry zakładając, że powinna być skierowana do zakładu.

Kilka innych pacjentek twierdziło w rozmowach z Nellie, że znalazły się tam w wyniku nieporozumienia lub spisku osób które chciały się ich pozbyć. Inne kobiety były z kolei imigrantami, które z powodu bariery językowej nie potrafiły się swobodnie komunikować.

Nellie Bly zaczęła doświadczać wszystkich niedogodności, które były udziałem zwykłych pacjentów. Niewielkie racje żywnościowe (brudny ciemny chleb, zimne kawałki mięsa i cienka zupa) na pewno nie pomagały pacjentkom w dochodzeniu do siebie. Były tak głodne że zjadały wszystko bez skarżenia się, nawet jeśli w jedzeniu znajdowały insekty.

Brutalność personelu

Dziennikarka zmuszona była do kąpieli w brudnej i lodowatej wodzie (która służyła wielu pacjentkom). Wspominała, że podczas mycia wylano jej na głowę trzy wiadra zimnej wody. Kobiety korzystały z tych samych ręczników. Zresztą, nie pozwalano nawet im się dobrze wysuszyć. Chodziły więc spać w mokrych ubraniach. Za przykrycie miały im służyć wyłącznie krótkie koce.

W ciągu dnia zmuszano pacjentki do kilkugodzinnego siedzenia na twardych ławkach. Karane były za próbę rozmowy, a nawet zmianę pozycji. Pacjentkom nie zapewniono terapii lub innych aktywności (poza sprzątaniem szpitalnych sal).

Na pytania Bly o większe porcję żywnościowe lub dodatkowe okrycia pielęgniarki odpowiadały, że powinna być wdzięczna za to co otrzymuje.

Nellie Bly i szpital na wyspie Blackwell

W zakładzie panowały fatalne warunki sanitarne, sale były brudne, a niesympatyczne towarzystwo gryzoni budziło zwykłą, ludzką odrazę. Pacjenci spali w przepełnionych pokojach, nierzadko wsród faktycznie niebezpiecznych chorych. O ich izolację nikt się nawet nie starał.

Nellie Bly była także świadkiem brutalnego traktowania podopiecznych szpitala przez pielęgniarki. Bicie, wyrywanie im włosów, podduszanie zdawały się być normą zakładu. Ponadto, pogardliwe słowa, krzyki i wszelka przemoc psychiczna również były w Blackwell na porządku dziennym.

Lekarze i pielęgniarki tuszowali natomiast tajemnicze zgony pacjentek. Częstą (ale czy prawdziwą?) przyczyną śmierci były konwulsje. A przynajmniej taki wpis widniał w raportach.

W późniejszym reportażu Nellie zaznaczyła, że takie traktowanie prędzej czy później doprowadziłoby do obłędu nawet zupełnie zdrową osobę. Już po ujawnieniu jej tożsamości przyznała, że była o krok od utraty zmysłów, a spędziła w zakładzie zaledwie 10 dni.

Konsekwencje po „wizycie” Nellie Bly

Raport tej młodej kobiety przedstawia się do dziś jako doskonały przykład dziennikarstwa śledczego. Podjęcie się tego zadania było aktem ogromnej odwagi.

Nellie Bly w białej sukni

Szokujące artykuły Nellie Bly wkrótce ukazały się w „New York World” i zdemaskowaly sytuację w zakładzie psychiatrycznym. Przyczyniły się do gruntownej kontroli oraz reformy w tego typu placówkach, a w efekcie poprawy warunków dla setek pacjentów.

Szpital na wyspie Blackwell został wkrótce bezpowrotnie zamknięty.

Nieco zmienioną historię Nellie przedstawia film Ucieczka Z domu obłąkanych, który niestety nie przypadł mi do gustu.

Zachowanie pielęgniarek dobrze wpisuje się w założenia i wnioski z eksperymentu stanfordzkiego, o którym pisałam tutaj.

Źródła: 1, 2

Dzięki za odwiedziny na blogu, do zobaczenia 🙂

2 comments

  1. Anna z Wychowanie to przygoda

    Interesująca historia… Kojarzy mi się z wydarzeniami, które miały miejsce w klasztorach i w sierocińcach w 19 i na początku 20-tego wieku. Ta sama logika: dominacja, źle traktowanie, zaniedbanie, nieludzkie warunki… Dzieki takim historiom zdajemy sobie sprawę ze znaczenia zawodu dziennikarza. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

No Stress